Uprzedzając halloween.
 Oceń wpis
   

Jednak zawsze nawet najbliższa okolica potrafi zadziwić, że hej! Skręciwszy ostatnio z Puławskiej, jadąc drogą przez Dawidy moim oczom ukazał się widok wręcz nieprawdopodobny – otóż niemal przy każdym domostwie wystawione na sprzedaż były…dynie :-)

Wyglądały tak apetycznie, że wracając postanowiłam zakupić jedną. Jednak podróż się niespodziewanie przedłużyła i wracałam już inną drogą – przez Magdalenkę. I tu ku mojemu kolejnemu ogromnemu zdziwieniu – bingo! – znów same dynie. Ale JAKIE!!! Piękne słonecznie pomarańczowe, duże okrągłe albo lekko spłaszczone, soczyście zielone niczym ogórki w przedziwnych kształtach. Moją dynię nabyłam za całe 7 złotych – starczyła na zupę dla armii ;-)

 

Jakie mam pomysły na dynię? Moja Babcia Marianna z dyni robiła przetwory: fantastycznie marynowane cząstki soczyście pomarańczowej dyni stanowiły smakowity dodatek do własnego wyrobu mięs i wędlin, ponoć robiła również zupę z dyni na słodko. Z tego też tytułu na dzisiejszym obiedzie mój ukochany Tata tak stanowczo postanowił wyrazić dezaprobatę przy nakładaniu zupy dyniowej ;-) O zupie będzie za chwilę, a tymczasem o risotto, jak zawsze terapeutycznym ;-), z udziałem dyni.

Tradycyjnie siekamy cebulę cukrową oraz dwa-trzy ząbki czosnku, przesmażamy na gorącym oleju, dodajemy sporo szafranu, dodajemy pokrojoną w sporą kostkę dynię, po trzech minutach wsypujemy niecałą szklankę ryżu arborio. Po kolejnych trzech minutach wlewamy pół szklanki wytrawnego wina białego. Odparowujemy, zmniejszamy ogień i podlewamy ostrożnie wodą lub bulionem. Siekamy obrane pieczarki oraz przesmażamy na oddzielnej patelni pokrojone w dość cienkie plastry cukinie. Warzywa dodajemy do ryżu z dynią. Solimy, pieprzymy, wsypujemy czubatą łyżkę roztartego oregano, dolewamy kilka kropel oleju sezamowego.

Po około 35 minutach powinniśmy mieć ryż ugotowany, ale stawiający opór pod zębami, dorzucamy wtedy sporą garść startego parmezanu, mieszamy, podajemy.

Co do zupy, to również siekamy jedną cebulę oraz dwa – trzy ząbki czosnku, przesmażamy wraz z dużą garścią drobno posiekanego imbiru, dodajemy kilka posiekanych papryczek chili oraz pokrojoną w kostkę całą dynię, uprzednio obraną oraz pozbawioną pestek – uprzedzam! - wymagać to będzie bardzo ostrego noża oraz nie lada siły fizycznej ;-) Zalewamy wodą do trzech czwartych wysokości dyni w garnku, sporo solimy, mocno pieprzymy, dodajemy dwie łyżki brązowego cukru i gotujemy około 10-15 minut. Siekamy przy pomocy blendera, dodajemy dwie łyżki masła, jeszcze gotujemy przez około 10 minut, podajemy posypaną uprażonymi na suchej żeliwnej patelni pestkami dyni – PYCHA :-) Co więcej okazało się, że zupa posiada zdolności przełamywania wielopokoleniowych uprzedzeń – polecam! Będzie niewątpliwie świetnym pomysłem na długie ciemne deszczowe jesienne wieczory - i w garnku i na talerzu jest jak słońce w pełni :-)

Do risotto:

- cebula cukrowa

- dwa – trzy ząbki czosnku

- pół szklanki białego wytrawnego wina

- niepełna szklanka ryżu arborio

- połówka ćwiartki dyni

- jedna niewielka cukinia

- sześć sporych pieczarek

- duża garść startego parmezanu

- sól, pieprz, oregano, olej sezamowy.

Do zupy potrzebować będziemy:

- jedną cebulę

- dwa – trzy ząbki czosnku

- duża garść drobno posiekanego imbiru

- kilka posiekanych papryczek chili

- pokrojona w kostkę dynia

- sól, pieprz, dwie łyżki brązowego cukru, sześć kropli oleju sezamowego

- dwie łyżki masła

 

Komentarze (0)
Z pieprzem :-)
 Oceń wpis
   

Nie ma to jak życie z pieprzem, miłość z pieprzem czy wreszcie najprostsze - last but not least - jedzenie z pieprzem. Zawsze świeżo zmielonym, o ile mielonym, bo jak wiemy, niektóre rodzaje pieprzu znakomicie prezentują się, jak i smakują, w całych ziarnach. Nigdy nie zapomnę kelnera w pewnej bardzo szacownie wyglądającej restauracji w Rzymie, który siedzącym przy jednym stole ośmiu/dziewięciu dziewczynom z polski postanowił umilić oczekiwanie  na posiłek (i był to prawdziwy show!) mieszanką startego parmezanu z oliwą oraz zmielonym świeżo pieprzem służącą oczywiście do wylizywania focaccią.

Wracając do całych ziaren pieprzu, wielkim ostatnim odkryciem był makaron z krewetkami, suszonymi pomidorami i czerwonym pieprzem oraz steki z tuńczyka smażone z zielonym pieprzem.

Wrzuciwszy moje najbardziej ukochane papardelle na osolony wrzątek, na mocno rozgrzanym oleju przesmażyłam posiekany czosnek wraz z pokrojonymi w plasterki suszonymi pomidorami. Dodałam suszone ziarna czerwonego pieprzu, wrzuciłam rozmrożone i opłukane obrane wielkie krewetki, wsypałam dwie spore szczypty tymianku. Zmieszałam odcedzony makaron w pierwszej kolejności z oliwą z pierwszego tłoczenia, w drugiej – z zawartością patelni i już! Danie gotowe w góra kwadrans  :-) a jak smakowicie i seksownie w zębach rozgryza się te czerwone ziarenka, z ich słodko-pikantną goryczą :-)

Co do steków z tuńczyka, to z pewnością kluczowa będzie tu świeżość i jakość mięska. Przyznam, że mnie się ostatnio udało nabyć znakomitą wręcz rybę, oczywiście w almie w promenadzie. Przyznam również, że kosztowała niebotyczne pieniądze, ale… warto było!

Na mocno rozgrzanym oleju przesmażyłam zielone ziarna pieprzu, tym razem z zalewy w słoiczku, w bardzo dużej ilości wraz z posiekanymi dwoma ząbkami czosnku. Bardzo grube (około 3-4 centymetrowe) steki z tuńczyka, uprzednio krótko zamarynowane w sosie sojowym z oliwą, włożyłam na patelnię i smażyłam z każdej strony góra po cztery minuty. Podałam na sałacie. Pycha! Zwłaszcza dla prawdziwych mięsożernych macho będzie to prawie polędwica wołowa ;-)

Na makaron będziemy potrzebować:

- 250 gr makaronu typu papardelle

- trzy-cztery ząbki czosnku

- kilka suszonych pomidorów

- 300 gr dużych świeżych krewetek obranych

- czerwony pieprz, tymianek, oliwa.

Na steki z tuńczyka:

- dwa grube steki z tuńczyka, każdy o wadze około 250-300 gr

- sos sojowy pół na pół z oliwą do zamarynowania

- dwie do czterech łyżek zielonego pieprzu z zalewy

- dwa ząbki czosnku

- sałata.

 



Komentarze (0)
Najlepszy makaron po... ;-)
 Oceń wpis
   

Bardzo często głód łapie nas nagle, niespodziewanie i zdecydowanie gołym, choć nie tylko, okiem widać, że nie jest małym głodem do zabicia przy pomocy ‘danio’. I mimo iż z reguły OCZYWIŚCIE przygotowani jesteśmy na wszelkie scenariusze planowanego tete-a-tete, wydaje się, że mało kto z nas przewiduje, że ‘po papierosie’ nastąpi konstatacja ‘głodny/a jestem jak wilk!’ której to za podkład muzyczny służyć będzie donośne burczenie sprawiedliwie zdyszanych brzuszków ;-)

Wobec nie zaprowiantowania uprzednio lodówki wybory ograniczają się do korzystania z żelaznej rezerwy. Zawsze liczyć można w tak romantycznej chwili na Włochów i ich makarony, z kultowym aglio olio na czele.

Moim zdaniem wręcz fantastycznie sprawdzi się makaron ze szpinakiem i suszonymi pomidorami, z powodu dostępności produktów (o każdej porze każdego dnia i nocy w zamrażarce naszej lodówki mieć możemy szpinak, zwłaszcza pięknie porcjowany w kształcie serduszek – w końcu warto dać pretekst drugiej stronie do wygłoszenia deklaracji uczuć ;-) i bardzo szybkiego czasu przygotowania potrawy.

Wrzucamy na wrzątek makaron, w typie jaki uwielbiamy najbardziej lub… który znaleźliśmy w przepastnych szufladach naszej kuchni. Siekamy trzy ząbki czosnku, przesmażamy wraz z posiekanymi kilkoma suszonymi pomidorami i dokładamy 7-9 serduszek zamrożonego szpinaku, podlewamy odrobiną wytrawnego białego wina, przykrywamy. Po kilku minutach duszenia obficie pieprzymy świeżo zmielonym pieprzem, solimy odrobinę.

Dodajemy w zależności od zawartości lodówki: kubeczek śmietany rozmieszanej z płaską łyżeczką mąki z grubego przemiału, opakowanie lub dwa serka topionego, małe opakowanie lightowego serka wiejskiego.

Odcedzamy makaron, mieszamy z sosem, jeśli mamy, podajemy posypany startym parmezanem oraz świeżo zmielonym pieprzem. Jeśli w trakcie gotowania uznamy, co się zdarza ;-), że być może jednak to nie koniec nocy, proponuję do sosu trzy minuty po wrzuceniu czosnku dorzucić płaską łyżeczkę peperoncino. Nie to żebyśmy wątpili w naszą Randkę! Ale dopomóc szczęściu nigdy nie zaszkodzi :-)

Potrzebujemy:

- makaron, jeśli mamy wybór, znakomicie sprawdzą się papardelle, ale też penne, rigatoni,

- szpinak mrożony

- trzy ząbki czosnku

- sześć – siedem połówek suszonych pomidorów

- opakowanie lightowego serka wiejskiego

- sól, pieprz

- ewentualnie parmezan.

 



Komentarze (0)