Saltimbocca alla romana, czyli kotleciki cielęce.
 Oceń wpis
   

Saltimbocca alla romana, czyli kotleciki cielęce z szałwią i szynką parmeńską.

Zauważyłam, że ostatnio częściej piszę o propozycjach na rodzinny obiad niż ekscytujących dopalaczach seksownych randek – cóż, znak czasów ;-) bardzo ciepły i sympatyczny skądinąd!

Ponieważ na rodzinnych obiadach, tych weekendowych w szczególności, zawsze zakładamy obecność dzieci, potrawa taka spełnić musi nie lada wymagania. Jak już wiemy, moje Dziewczyny nie przepadają za niewątpliwie bardzo zdrową rybką, tym samym gotowanie staje się nie lada wyzwaniem.

Kilka tygodni temu przetestowałam (z powodzeniem!) klasykę kuchni włoskiej, w szczególności rzymskiej, czyli kotleciki cielęce - w oryginale saltimbocca alla romana, w dosłownym tłumaczeniu ‘(w)skocz do ust’. I muszę przyznać, że na rodzinny obiad jest to pomysł wręcz doskonały.

Jak ze wszystkim, kluczowa w tej potrawie będzie jakość produktu, czyli dobrze jest mieć zaprzyjaźnionego Pana w sklepie mięsnym, który zorganizuje nam piękny kawałek świeżej i młodej szynki cielęcej, którą starannie kroimy na około półtoracentymetrowej grubości kotleciki, oczywiście jak zawsze w poprzek włókien.

Każdy kotlecik rozbijamy przy pomocy tłuczka, jednocześnie rozładowując ewentualnie narosłą podczas tygodnia pracy złą energię ;-) Solimy delikatnie, mocniej pieprzymy. Na każdego kotleta kładziemy jeden do dwóch listków świeżej szałwii (koniecznie powąchajcie, jak zniewalająco pachnie), które przykrywamy plastrem prawdziwej szynki parmeńskiej. Spinamy wykałaczką i oprószamy mąką, oczywiście z pełnego przemiału.

Kiedy wszystkie kotleciki mamy już przygotowane, rozgrzewamy mocno olej i smażymy po około cztery minuty z każdej strony. Ja podałam je z tłuczonymi ziemniakami i sałatą z pomidorkami truskawkowymi, ale myślę, że świetnie by pasowało do nich klasyczne risotto milanese, ale też frytki czy pieczone z rozmarynem ziemniaki.

Potrzebujemy:

- około kilograma cielęciny

- krzaczek świeżej szałwii

 - tyle plastrów szynki parmeńskiej, ile kotlecików

- sól, pieprz, mąka.

 



Komentarze (0)
Campo dei Fiori, trofie i Żubrówka.
 Oceń wpis
   

Po raz kolejny cieszę się połączeniem składników pochodzących z definitywnie różnych kultur. Genezą powstania poniższego makaronu stało się otrzymanie dwóch cudnych prezentów: suszonych pomidorów prosto z Campo dei Fiori w wiecznym mieście Rzymie, przywiezionych przez moją Bratową Monikę oraz fantastycznego duetu wódek Żubrówek ubranych w modne żubranka zaprojektowane przez celebrycką parę Oliviera Janiaka i jego żony Karoliny.

Na dobrze rozgrzanym oleju przesmażyłam drobno posiekany czosnek. Kiedy zapachniał, dorzuciłam pokrojone w paski PRZEPYSZNE prawdziwe suszone pomidory oraz dwie minuty później kilka kostek lekko już rozmrożonego szpinaku w całych liściach, posoliłam, popieprzyłam, wlałam więcej niż pięćdziesiątkę kultowej Żubrówki, chwilę odczekałam na bardzo silnym ogniu celem odparowania alkoholu i przykryłam pokrywką, uprzednio dorzuciwszy skruszoną w dłoniach łyżkę suszonego czerwonego pieprzu.

W między czasie dogotowywał się jeden z moich najbardziej ulubionych rodzajów makaronu, czyli trofie (w niektórych sklepach mamy szansę kupić je świeże, a nie suszone – polecam!) tym razem w wersji trójkolorowej.

Makaron, kiedy już z powodzeniem doszedł, odcedzony wymieszałam z makaronem oraz posypałam świeżo zmielonym pieprzem oraz startym parmezanem. O fantastycznym zgraniu tego międzynarodowego duetu najlepiej opowiedzieć by mogły szczęśliwe pary polsko-włoskie: dużo ognia, dużo namiętności, zero obojętności. I o to chodzi!

Dla dwóch osób potrzebować będziemy:

- sześć ząbków posiekanego czosnku;

- siedem – osiem pokrojonych w paski suszonych pomidorów;

- pięć kostek/serduszek mrożonego szpinaku w całych liściach;

- pięćdziesiątka Żubrówki

- sól, pieprz, łyżka suszonego czerwonego pieprzu

- połowa opakowania makaronu typu trofie

- starty parmezan do posypania.

 



Komentarze (2)
Co za tydzień! - "Gotuj o wszystko"
 Oceń wpis
   

Cóż o był za tydzień! Udało się wygrać casting Dzień Dobry TVN i firmy KAMIS w konkursie ‘Gotuj o wszystko’!

Cóż to były za emocje! Spędziłam naprawdę niesamowity dzień w studiu u zbiegu Hożej i Marszałkowskiej: zobaczyć to wszystko od środka, te tłumy ludzi z ekipy realizującej przedsięwzięcie, tę fantastyczną atmosferę dalece odbiegającą od stereotypu telewizji warczących na siebie osobników, jaką większość z nas nosi w głowie – naprawdę bezcenne!

Był to już czwarty, a zarazem ostatni, casting, w którym udział wzięło trzynaście rewelacyjnych kobiet. Co do zasady tematyczny, tym razem zakładał defoultowe użycie makaronu penne. Nie ukrywam, że odetchnęłam z ulgą, bowiem w poprzednich castingach w roli głównej występowało między innymi… jajko. Kiedy dostałam spis pozostałych dostępnych produktów, miałam w głowie co najmniej pięć różnych sosów, ale wobec istotnie z każdą minutą rosnącego stresu, a także presji czasowej wybrałam absolutny klasyk, czyli rozszerzoną o mocno przesmażoną szynkę oraz cukrowy groszek wariację na temat penne Alfredo, czyli ulubioną pastę Zuźki, Marii i Lulki. W ferworze gotowania w obstrzale kamer, a przede wszystkim przed obliczem Wysokiego Jury, zapomniałam w odpowiednim momencie dorzucić groszek, a potem było już za późno… Nic to! Kiedy wyszłam, dotarło do mnie z całą mocą, że zapomniałam również dodatkowo osolić danie – na szczęście zarówno szynka, jak i parmezan, a także lekko osolona celem uniknięcia przykrych niespodzianek śmietanka, okazały się być wystarczająco słone :-)

Niewątpliwie największą satysfakcją, tuż obok wygranej w postaci otrzymanego z rąk Jury wałka w roli przepustki do programu był komentarz, że to właśnie moje penne najbardziej smakowało. Ta świadomość niesie mnie na skrzydłach! Trzymajcie za mnie kciuki w następnym etapie :-). 

Więcej o tym fascynującym konkursie w tym miejscu dziendobrytvn.plejada.pl/27,28210,news,1,1,trwa_konkurs_gotuj_o_wszystko,aktualnosci_detal.html 

Przepis na penne z castingu do ‘Gotuj o wszystko’, wyjątkowo w ilości na jedną porcję:

- pół cebuli dymki;

- dwa małe ząbki czosnku;

- 3 x 7 x 2 cm kawałek szynki, pokrojony w niezbyt drobną kostkę;

- 1/3 szklanki tłustej śmietanki;

- mały kawałek drobno startego parmezanu;

- dwie łyżki typu chochla ugotowanego trzykolorowego makaronu penne;

- do towarzystwa garść rukoli i dwa przecięte na pół pomidorki polane oliwą truflową.

Na dwóch łyżkach masła przesmażamy dość drobno posiekaną cebulkę, dorzucamy posiekane ząbki czosnku i chwilkę później szynkę, mieszamy i trzy minuty później dolewamy posoloną śmietankę. Pieprzymy solidnie nasz sos. Dorzucamy trzy czwarte startego parmezanu. Na patelnię dorzucamy penne, potrząsamy patelnią, wykładamy na talerz. Obok kładziemy rukolę, na niej przecięte na pół pomidorki i całość lekko skrapiamy oliwą truflową. Voila!

 

 

Komentarze (4)