Mango znakomite na wielki upał.
 Oceń wpis
   

Soczyste i dojrzałe, ale nie przejrzałe, mango pachnie i smakuje bardzo dalekimi i szczególnie egzotycznymi destylacjami, których ostatnio z wielu przyczyn troszkę mi brakuje. Dlatego też kiedy wyrośnięte i pięknie rumiane mango uśmiechnęły się do mnie ze straganu ulubionego Pana Warzywniaczka nie wahałam się ani chwili! Fakt, że poleżakowały jeszcze dwa dni w bardzo ciepłym i słonecznym miejscu tylko dodał im, niczym pięknym młodym dziewczętom, uroku nie do odparcia :-)

Obrane i pozbawione pestek pokroiłam w mniej niż pół centymetrowej grubości plastry i ułożyłam niczym carpaccio na pokrojonych również w plastry wzdłuż obranych świeżych i onieśmielająco pachnących ogórkach. Kompozycja dla każdego z nas zajęła cały duży talerz. Na wierzch wyłożyłam bardzo krótko przesmażone, wcześniej przez dwie godziny marynowane w mieszance sosu sojowego, oliwy, soku z limonki, miodu i siekanego wypestkowanego chili, duże krewetki. Wszystko obficie obsypałam mocno zrumienionym na suchej patelni ziarnem sezamu.

Całość dość soczyście udekorowałem sosem z jogurtu z lekką domieszką majonezu, niewielką ilością posiekanego chili oraz kilkoma kroplami oleju sezamowego i łyżką sosu sojowego. Oczywiście pieprz i sól do smaku. Danie wyszło znakomicie, pachniało i smakowało obietnicą dalekich i niezwykle egzotycznych podróży pełnych leniwych wieczorów obfitujących w obezwładniające dania i zawsze lodowate wino, spożywanych ze stopami utopionymi we wciąż jeszcze rozgrzanym upałem dnia piasku nad brzegiem ciepłego oceanu.

Potrzebujemy dla romantycznie nastrojonej pary:

- dwie sztuki mango

- dwa spore zielone długie ogórki

- trzy łyżki ziarna sezamu

- 250 gram dużych świeżych krewetek bez pancerzy

- marynata: 1/3 szklanki sosu sojowego, 1/3 szklanki oliwy, trzy łyżki pachnącego miodu, sok z połowy limonki, kilka wypestkowanych i posiekanych chili

- sos: kubeczek naturalnego jogurtu, dwie łyżki majonezu, kilka kropli oleju sezamowego, łyżka sosu sojowego, dwie małe wypestkowane papryczki chili drobno posiekane, sól, pieprz.

Komentarze (2)
Egzotycznie - tuna ahi.
 Oceń wpis
   

Popołudniowa piątkowa wizyta w ulubionych deli w Promenadzie zaowocowała zakupem świeżych ryb na cały weekend. Między innymi jednym z najpiękniejszych kawałkiem smakowicie wyglądającego tuńczyka żółtopłetwego, zdaniem ekspertów ponoć jednego z najbardziej walecznych z rodziny tuńczyków.

Wprawdzie nie jest to najdroższy z nich, ponieważ za takiego powszechnie uznany jest największy z tuńczyków, czyli błekitnopłetwy, którego to mięso co i rusz bije rekordy cenowe na świecie – ostatni chyba na początku bieżącego roku, oczywiście w Tokio :-) jedyne ponad 100 tysięcy USD za niewiele ponad stukilogramową rybkę. I żeby już tak pozostać przy bardzo luksusowych tematach, postanowiłam odtworzyć tuna ahi, bo tak właśnie zakupiony przeze mnie tuńczyk nazywany bywa w innych rejonach świata, którego jadłam w absolutnie boskich okolicznościach przyrody.

Tuż przed Sylwestrem na końcu świata, na jednej z najbardziej filmowych plaż świata Miami Beach, FL, jeden budynek dalej od miejsca gdzie kręcono między innymi ‘Człowieka z blizną’, w letniej sukience, boso, upojona magią miejsca oraz ponad dwudziestogodzinną podróżą ;-) zjadłam absolutnie najlepszego-nie-do-powtórzenia tuna ahi szybko obsmażonego w sezamie. Boski!

Postanowiłam więc przynajmniej spróbować odtworzyć to cudo.

Pokrojonego na mniejsze kawałki (każdy o boku kilku centymetrów) tuńczyka zamarynowałam w oliwie, sosie sojowym, oleju sezamowym, miodzie i soku z limonki. Pozostawiłam go w marynacie na kilka godzin.

Potem każdy kawałek obtoczyłam w sezamie (lepszy byłby z pewnością w tej roli czarny sezam) i szybko obsmażyłam w bardzo gorącym oleju (uwaga! fartuszek niezbędny - niemiłosiernie strzela!).

Podałam z dwoma rodzajami pomidorów – klasyczną polską odmianą krzaczkową oraz malinową, tuńczyka dodatkowo wzbogaconego sosem z ziarnami gorczycy, miodem i oliwą oraz kilkoma kroplami soku z limonki.

 

Definitywnie pachniał i smakował upalnym wieczorem przy Ocean Drive, gdzie to obowiązkowo należy dumnie i z należytą powagą przedefilować otwartym kabrioletem w towarzystwie pięknej blond piękności, która w dzień ten sam deptak przemierza iście filmowo w bikini i na rolkach (NAPRAWDĘ!), jak można się domyślić z nadzieją na bycie dostrzeżoną przez jednego z licznych tutaj menadżerów i właścicieli agencji modelek.

Potrzebujemy:

- około 2/3 kilograma świeżego tuńczyka

- na marynatę: pół szklanki oliwy (ja ostatnio używam organicznej), 1/3 szklanki sosu sojowego, trzy łyżeczki miodu, sok z połowy limonki, około 10-15 kropli oleju sezamowego,

- po dwa różne pomidory na osobę

- na sos: trzy łyżeczki musztardy z całymi ziarnami gorczycy, trzy łyżeczki miodu, 1/3 szklanki oliwy, kilka kropli soku z limonki.

Komentarze (0)