Kaszubski żurek wielkanocny, czyli ćwierćfinał GOTUJ O WSZYS
 Oceń wpis
   

Telewizja to definitywnie inny świat równoległy! Było niewątpliwie super to wszystko przeżyć – fantastyczna przygoda i jedno z najbardziej wymagających wyzwań jednocześnie :-)

W moim przypadku również jednym z największych bonusów telewizyjnej przygody stało się poznanie absolutnie przecudownych KOBIET z Koła Gospodyń Górki, za co jestem przeogromnie wdzięczna i bardzo dziękuję i o czym, a właściwie o KIM, będzie już następnym razem.

Tym razem natomiast na prośbę zainteresowanych ;-) jeszcze przed Wielkanocą szybciutki przepis na bardzo prosty żurek, który ku mojej największej satysfakcji spotkał się z solidnym aplauzem i stosownym vox populi poparcia Kaszubów, a także ekipy telewizyjnej.

W sporym garnku gotujemy na włoszczyźnie i kilku suszonych grzybach wywar, z towarzyszeniem sporej ilości ziela angielskiego, pieprzu w ziarnach oraz kilku listków laurowych. Kiedy się zagotuje dodajemy białą kiełbasę w całości. W między czasie na patelni obok mocno, za radą Eli z Koła Gospodyń, wysmażamy spory kawał pociętego w paski tłustego wędzonego boczku, który razem z wytopionym tłuszczykiem wlewamy do naszego wywaru i gotujemy dalej. Patelnia natomiast teraz posłuży nam do zeszklenia posiekanej drobno cebulki, którą w efekcie wraz rozgniecionymi ząbkami czosnku, również dodamy do bulgoczącego wywaru wraz ze stosowną (wedle gustu i smaku) ilością żuru/zakwasu z butelki. My z Elą dodałyśmy aż litr na około trzy litry wywaru!

Solimy, sporo pieprzymy, lekko cukrzymy, wrzucamy garść suszonego majeranku i czekamy nad bulgocącym odkrytym garnkiem aż nabierze mocy nasz wielkanocny żurek. Na sam koniec dodajemy sporo śmietany dobrze wymieszanej z mąką, zaciągamy.

Z żurku wyjmujemy białą kiełbaskę i kroimy ją dość drobno w kawałki na jeden kęs, które układamy w głębokim talerzu wraz z przeciętym na pół jajkiem na twardo. Całość zalewamy żurkiem, podajemy!

Potrzebujemy:

- około pół kg tłustego i esencjonalnego boczku

- trzy do sześciu białych kiełbasek

- kilka suszonych grzybów

- dwie marchewki

- mały kawałek selera

- białą część sporego pora

- dwie cebule

- cztery ząbki czosnku

- żur/zakwas w butelce

- sól, pieprz w ziarnach, ziele angielskie, liście laurowe, majeranek

- kubek śmietany

- dwie czubate łyżki mąki

- po jednym ugotowanym na twardo jajku na osobę.

 

 

Komentarze (1)
Ab ovo...
 Oceń wpis
   

… w końcu mamy Wielkanoc! Więc trudno uciec od tak bieżącego tematu, tym bardziej szczególnego dla mnie osobiście, że pierwszy raz w życiu organizowałam rodzinne wieloosobowe (!) śniadanie wielkanocne u siebie – absolutna rewelacja :-) Byłam zachwycona już wiele dni wcześniej i z radością wstałam świtem, celem przygotowania pyszności.

Oczywiście zgubiła mnie typowa w tego rodzaju okolicznościach gorliwość neofity: absolutnie wszystkiego było ZA DUUUŻOOO, więc teraz należałoby urządzić następne dwie imprezki celem zagospodarowania całej pozostałej żywności ;-)

 

Co było hitem? Tradycyjne jajka faszerowane na ciepło, czyli dawno zapomniana przystawka z czasów łagodnego PRLu, biała kiełbasa pieczona z cebulą z kminkiem oraz kaczka tradycyjna po polsku z majerankiem. Co okazało się niewypałem? Nie napoczęta pozostała sałata ze świeżego szpinaku a’la caesar (notabene przepyszna, co stwierdziłam dopiero późnym popołudniem) oraz dwa wypasione półmiski ze wszystkimi wędlinami świata. Gdzieś pomiędzy usytuowały się wędzone rybki (tu przodował łosoś i pstrąg, czyli najapetyczniej prezentujące się na stole) oraz mizeria i cała reszta, w tym jajka na twardo w różnych odsłonach: z pięknym kawiorem czerwonym z łososia, malutkim czarnym, pastą z tuńczyka, tradycyjnym majonezem…

Ale do hitów! Jajka gotujemy na twardo, schładzamy, przepoławiamy w skorupkach (nóż z piłką jak do chleba będzie tu ideałem), delikatnie wyjmujemy ze skorupek połówki jajek i siekamy, jednocześnie wyławiając ewentualne zagubione w akcji malutkie cząstki skorupek, co by nas potem w zęby nie kuły ;-) Siekamy również drobno szczypiorek, mieszamy z jajkami i majonezem (w proporcji dwie czubate łyżki majonezu na osiem jajek) i taką pastą napełniamy puste skorupki. Na patelni lekko rozgrzewamy masło i układamy jajka skorupką do góry, uprzednio zanurzywszy mokrą częścią w bułce tartej. Przysmażamy na niewielkim ogniu około siedmiu minut – są przepyszne i naprawdę smakują wszystkim, z dziećmi na czele :-)

Z białą kiełbaską pójdzie znacznie łatwiej. Przysmażamy cebulę w proporcji dwie średniej wielkości na osiem niewielkich kiełbasek. W czasie smażenia mocno pieprzymy, lekko solimy i dodajemy łyżeczkę kminku. Cebulę układamy jak kołderkę w naczyniu do pieczenia, na niej układamy kiełbaski, wstawiamy do piekarnika (około 180 do 200 stopni) na mniej więcej 45 minut. Gotowe! Pachnie super i tylko wegetarianie oprą się spróbowaniu!

Co do kaczki, to przyznam, że sięgnęłam pamięcią do czasów, kiedy moje babcie oraz ciocie podawały własnej hodowli drób różnych rodzajów na niedzielne i świąteczne obiady. To mi uzmysłowiło, że wbrew wielu przepisom jednak kaczce należy poświecić nieco więcej czasu niż sugerowane często w przypadku piersi kaczki obsmażenie + 10-15 minut w piekarniku. Nabyte cudem (ostatnie w sklepie) trzy piersi oraz dwa duże uda dobę przed smażeniem zamarynowałam w pieprzu (dużo), soli (mało), majeranku (bardzo solidnie, nie żałowałam!), miodzie (kilka łyżek) i oliwie (kilku łyżkach). Do płaskiego bardzo szerokiego garnka wrzuciłam, zarówno nogi jak i piersi, tłuściutką skórą na gorący tłuszcz (lekko ją naciąwszy w kratkę) i podlałam obficie jałowcówką, czyli ginem ;-), pozwoliłam mu odparować i obsmażając przewróciwszy dwukrotnie, tak aby znów wylądowały na tłustej stronie, przykryłam i na bardzo małym ogniu dusiłam… kolejne dwie i pół godziny. Dodałam obrane i pokrojone w ósemki jabłka i poczekałam jeszcze dziesięć minut. Przygotowałam kaczki dzień wcześniej, więc spokojnie sobie ostygły i przed południem dnia następnego zostały odgrzane, co jak sądzę tylko im pomogło. Smakowały bardzo, co więcej jeszcze bardziej smakowały po kolejnym ich odgrzaniu wieczorem :-)

Jakie wnioski? W tak tradycyjne Święta warto być bardziej tradycjonalistą, tak w kwestii doboru potraw jak i ilości jedzenia przygotowanego co najmniej dla armii ;-) mimo trudności z późniejszym zagospodarowaniem tegoż – wszak wszyscy wiemy, że niezależnie od kryzysu, w Święta po prostu musi być na bogato ;-) Inny taki, że obok tradycji, warto pokusić się o smaczki dodatkowe, jak na przykład powyższe jajka faszerowane, kaczka czy… śledzik, tradycyjnie przypisany zupełnie innej kolacji – i tym razem znalazł swoich zwolenników – definitywnie wbrew tradycji, zgodnie z którą w związku z końcem wielkiego postu z dużą ulgą i radością żegnano się z tą wątpliwej urody, choć na szczęście wielkiego smaku, rybą.

Do przygotowania jajek faszerowanych potrzebujemy:

- osiem jajek

- dwie czubate łyżki majonezu

- pieprz, sól

- bułka tarta i masło do obsmażenia.

Do przygotowania białej kiełbasy:

- dwie średniej wielkości cebule

- łyżeczka kminku, sól, pieprz

- osiem małych kiełbasek.

Do kaczki:

- dwa uda, trzy piersi

- pieprz, sól, majeranek

- kilka łyżek miodu (5-7)

- kilka łyżek oliwy

- duży chlust ginu lub innej jałowcówki

- i duuuużo cierpliwości.    

Komentarze (1)